W styczniu mieliśmy święto. 12-go o godzinie 18-tej odprawiona została Msza św. za Ojczyznę i budowę Kościoła. Mszę Św. celebrował i homilię wygłosił Jego Ekscelencja ks. bp. dr Marian Przykucki. Ks. Biskup w homilii nawiązał de powołania każdego człowieka. Wspomniał o naszym powołaniu do budowy Kościoła - wielkiego dzieła. Na Ołtarzu umieszczona była flaga narodowa z Orłem w Koronie - pierwszy raz po 50-ciu latach. Nabożeństwo zakończone zostało hymnem "Boże coś Polskę" już nie słowami "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie", a "pobłogosław Panie". Po Mszy Św. spotkanie z ks. Biskupem - otrzymaliśmy medale "Zasłużonemu dla Diecezji Chełmińskiej" oraz pisemne podziękowanie z błogosławieństwem ks. Biskupa. Medale otrzymali: mgr inż. Burdach Stefan, Stanisław Bakalarczyk, Eugeniusz Balewski, Janusz Dzierzkiewicz, Marian Kamiński, Feliks Nasieniewski, Józef Orent, Władysław Plechowski, Michał Szczęsny, Józef Strzelczyk, Jan Wasiński, mgr inż. Ryszard Wyciechowski, Kazimierz Zblewski i Antoni Zmysłowski. Otrzymując medal przypomniałem sobie, jak parę lat wstecz jeden z pracujących, również społecznie, przygadywał mnie, że chyba chcę otrzymać medal. Wymówił w szczęśliwą godzinę. Na spotkaniu był również chór kościelny. P. mgr inż. Halina Wojciechowska i p. Józef Orent wręczyli ks. Biskupowi kwiaty i ornat.
A tymczasem przybywało powierzchni otynkowanej w Zakrystii. Pierwsze pomieszczenie otynkował p. Rutecki, drugie p. K.Zblewski i Piotruś Wodziński z kolegą. Przy trzecim pracowaliśmy tylko z p. Zblewskim. Zjawił się również i "pokrzywdzony". Oznajmił wszem i wobec, że nastąpiło "pojednanie", nawet trochę zacierał ścianę, przyszedł na spotkanie z ks. Biskupem, mówił o pojednaniu, obiecywał przyprowadzić grupę ludzi do pracy.... Zobaczyliśmy go dopiero po upływie paru miesięcy, trochę pracował.
Tynkowanie Zakrystii trwało, pomimo zimy, nadal. Betoniarka, żwir i wapno było w środku, w pomieszczeniu ogrzewanym piecykiem węglowym. Któregoś dnia usiłowałem wypełnić zaprawą wapienno-cementową szczeliny pomiędzy płytami stropowymi. Niezbyt sprawnie to mnie szło. Usłyszałem uwagę, że nie mogę uszczelniać płyt, ponieważ trzęsą się mnie ręce. Ręce rzeczywiście trzęsły się. Zacząłem odczuwać przemęczenie. Zacieranie szczelin w suficie, trzymanie rąk w górze, było dla mnie chyba za męczące. Tego dnia zaprószyłem sobie wapnem oko, nie pierwszy to i nie ostatni raz.