Rok 1995 to rok Konsekracji Kościoła. Na przełomie stycznia i lutego Pińczowskie Zakłady Kamienia Budowlanego zakończyły budowę Ołtarza Głównego. Boki obłożone zostały płytami granitowymi "Bolmar", a blat wyłożono marmurem "Zygmuntowskim". Wykończenie ołtarza pozwoliło na dokonanie właściwego poświęcenia Kościoła. Tej doniosłej uroczystości doczekaliśmy w maju.
Konsekracji Kościoła Matki Bożej Królowej Polski dokonał Jego Ekscelencja ks. bp dr Andrzej Suski 28-go maja 1995 r. o godzinie 18-ej. Przy Konsekracji asystował ks. Prałat mgr Bronisław Porzych, Główny Budowniczy Kościoła, Proboszcz Parafii. Na Mszy Św. celebrowanej przez ks. bp. Andrzeja Suskiego w asyście brało udział ponad 50-ciu .księży. Zebrał się tłum wiernych.
Wspominając przepracowane lata dochodzę do wniosku, że różnie bywało. Przychodziły bowiem okresy załamań, zniechęcenia. Szczególnie późną jesienią, chociaż nie tylko, w czasie dżdżystych dni, gdy ubranie przemokło, w butach było mokro. W czasie zimy, mrozów, też pracowaliśmy - tylko rzadziej. Nie tylko aura wpływała na samopoczucie, ludzie niestety też. Może byłem przewrażliwiony, może dawała znać o sobie pycha, a na pewno w dużym stopniu nawyki z długoletniej /40 lat/ pracy zawodowej. Denerwowało mnie nieraz gdy ktoś, szczególnie młody, zwracał się do mnie: "panie starszy, przynieś pan deskę". Pewnego dnia jeden z murarzy, niezadowolony z podanej zaprawy wapiennej, odezwał się z przekąsem: "czy ja sam mam pokazać jak się robi zaprawę?"-, a nie mógłby? Spadłaby mu korona z głowy? Ten gość pracował może miesiąc, czy społecznie? - tego nie wiem. Wiem natomiast, że ja wówczas miałem przepracowanych 3.500 godzin i dużo lat życia więcej od niego. Inny przykład: "nie rozumiem, po co wtrąca się pan nie do swoich spraw?". Chodziło wówczas o wspomniany już wcześniej szablon do murowania. Było i tak: wyładowywaliśmy z samochodu beczki z dacholeum. Beczki zaczęliśmy ustawiać prostopadle do drogi. Zaproponowałem ustawianie beczek równolegle do drogi tak, aby nie zawężać przejazdu. Reakcja: "po co dyskutować? Mamy dosyć dyskusji na zebraniach, w telewizji, robimy tak jak zaczęliśmy". Koniec dyskusji. Pewien młodzieniec, przychodzący również do pracy podsumował mnie, gdy impregnowałem deski dębowe: "pan to wie za ile pracuje". Miał na myśli oczywiście pieniądze. Odczułem, że to nie jego słowa, raczej podsłuchane, nieważne. Czy naprawdę nie można było uwierzyć w bezinteresowną, tu na ziemi, pracę społeczną? Przykro było również patrzeć, jak ludzie przechodzili obok nas bez żadnego pozdrowienia, traktując nas jak powietrze. Zrozumiałem dlaczego dzieci czy młodzież podobnie postępowała. Nie mieli niestety, z -przykrością o tym piszę- przykładu -od swoich rodziców czy wychowawców. Czy to tłumaczyć brakiem nawyku chwalenia Pana Boga, czy lekceważeniem zwykłego robotnika, a może to tylko nieśmiałość? - oby. Byli i tacy, którzy przychodzili i odchodzili z pracy bez żadnego pozdrowienia, pożegnania. Miało się wrażenie, że ludzie zapominali na jakiej budowie znaleźli się. Nieraz z p. Leonem Krysiakiem zwracaliśmy uwagę przechodzącym. Spotykało się i takie sytuacje: "alem narobił się, więcej nie przyjdę" - przyszedł. Pamiętam ciekawą rozmowę w październiku 1998 r. Pracowałem ze studentem. Zapytał mnie, jaka ma się odbyć uroczystość, że buduje się przy Kaplicy polowy ołtarz. Pan chyba nie chodzi do Kościoła? - odpowiedziałem pytaniem. Zapytałem w ten może niezbyt właściwy sposób, ponieważ od dłuższego czasu Księża zapowiadali na Mszach Św. Nawiedzenie Kopii Matki Bożej Jasnogórskiej w naszej Parafii w dniach 21 - 22.X.1998 r. Student odpowiedział, że właściwie nie chodzi do Kościoła, jest niewierzący. Na pytanie, dlaczego przychodzi budować Kościół /był kilka razy/ - "robię to dla mamy" powiedział. Pewnego dnia zjawił się na budowie właściciel warsztatu prywatnego. Przyjechał z Gdańska czy Gdyni na Pierwszą Komunię Św. do rodziny. Pracował na budowie z nami dzień, może dwa dni. Po wyjeździe przysłał nam parę łopat - byli i tacy. Szczęść Mu Boże.