Rok 1985 przyniósł właściwy rozruch budowy. Zaczęło się coś dziać. Stopniowo, dzień po dniu, pamiętając o swoich możliwościach, rozkręcałem się, przyzwyczajałem do bądź, co bądź dosyć ciężkiej dla mnie pracy. Od zakończenia wojny, poza kilkoma miesiącami, zawodowo fizycznie nie pracowałam. Stąd też miałem obawy czy na dłuższą metę wytrzymam kondycyjnie - wytrzymałem. Stopniowo czułem się coraz pewniej. Przewrażliwienie moim stanem zdrowia zaczęło mijać. Odważniej poczynałem sobie z wysiłkiem fizycznym.
Pracę w tym roku rozpocząłem 11 marca korowaniem stempli dłużycowych. Cały tydzień pracował ze mną braciszek Mirek z Klasztoru bydgoskiego, był na wakacjach. Brygada, pracująca po południu, przygotowywała szalunki pod stopy fundamentowe pod łuki - wykopy przygotowane były jesienią ubiegłego roku. Dzień 20 marca 1985 r. to data pierwszego betonowania fundamentów pod Kościół. Praca zmechanizowana - gruszki z masą betonową i pompa. Do pomocy byli: p. Władysław Plechowski, braciszek Mirek i piszący wspomnienia. Podobnie jak przy wylewaniu fundamentów pod Kaplicę i tym razem szalunek okazał się zbyt słaby. Było sporo zamieszania. Dzień wcześniej wydarzyła się dosyć zabawna historia. Awizowano masę betonową. Pogoda była fatalna. Zadzwoniłem wobec tego na Plebanię, żeby upewnić się czy będzie ta masa. Telefon odebrał ks. Prałat. Na moje pytanie usłyszałem: "tak, tak, panie dyrektorze-beton zaraz będzie". Upewniając się czy to żart, zapytałem jeszcze czy Ksiądz poznaje mnie po głosie? "Ależ oczywiście" usłyszałem w odpowiedzi. Poszedłem na budowę. Kiedy transport nie nadjeżdżał, zapytany ponownie ks. Prałat, odpowiedział: "Zaraz powinien przyjechać, rozmawiałem z dyrektorem". Zrozumiałem, że "dyrektor" to ja. Wyprowadziłem Księdza z błędu oświadczając, że to ze mną rozmawiał. Ksiądz roześmiał się. A masę betonową przysłano na drugi dzień.
Pracy przybywało. Dzień 9 maja był bardzo słoneczny. Montowałem zbrojenie /nauczył mnie p. Eugeniusz Strzałkowski/ w wykopie pod stopę fundamentową jednego z łuków. Po paru godzinach pracy, w dość trudnych warunkach - kłębowisko drutów, ciasno, słońce - dostałem zapalenia spojówki oka. Na siatkówce oka widziałem wyraźnie przekrój stalowego pręta. Zjawisko to trwało kilka dni. Lekarz uznał, że to mogło być przemęczenie. Do pracy powróciłem 5 czerwca zdrowy. W lipcu, 12-go, zakończono montaż 400 litrowej betoniarki, a 18-go rozpocząłem 501 godzinę pracy - 122 dni. Był to mój pierwszy mały jubileusz. Wpisałem się nawet do książki obecności - pierwszy i ostatni raz. Były już wykonane ławy fundamentowe pod Zakrystię. Murowanie ścian rozpoczęto 26 lipca. Nauczyłem się murować, nigdy przedtem nie miałem kielni w ręku. Murowaliśmy blokami cementowymi. 16 sierpnia rozpoczęto betonowanie ławy fundamentowej pod główne wejście do Kościoła. Zakończono 17-godz. 2-ej w nocy. Przy tych robotach udziału nie brałem, nie było mnie w Toruniu.